Metodyka nauczania w sporcie kontaktowym / rekreacyjnym - wskazówki.

Zaczęty przez Sebastian Zawadzki, Paź 03, 2019, 01:35 pm

Poprzedni wątek - Następny wątek

Sebastian Zawadzki

Już na wstępie napiszę że mam problem z tytułem tematu, nie do końca jest trafny, ale za to ogólnikowy.


Druga rzecz, ten akapit jest wstępem do tematu i warto się nad nim pochylić, aby cały artykuł był bardziej zrozumiały, bo będzie on tylko wycinkiem moich przemyśleń, ale bardzo ogólnikowych. Temat trudny, bo o tyle instruktorzy w swoim instruktorskim środowisku omawiają pewne tematy i grubo potrafią wyłożyć pewne problemy, albo sprawy na ławę, to o tyle te rozważania pozostają w tych kręgach i raczej nie są dla uszu ćwiczących na zajęciach - zaplecze kuchenne jest do przygotowywania potraw, ale efekt tego jest serwowany gościowi przy nakrytym stole z tą całą właściwą i upiększoną otoczką. Tak więc pewne rzeczy muszą być dla mnie zachowane, ale i napiszę pewne rzeczy do szerszego odbioru aby... aby skłonić do przemyśleń (co za tym idzie, otworzyć dyskusję, skłonić do działania), do wyłapania pewnych klocków które można użyć na swój własny sposób, do "może" zachęcenia odbiorcę do spróbowania i sprawdzenia się w tej roli (nie ma znaczenia czy to mała rola bez certyfikacji w wąskim gronie, czy prowadzić już grupę w terenie albo na sali, a może personalnie tylko z jedna wybraną przez siebie osobę), czy chociaż dla samych ćwiczących aby trochę bardziej pojęli istotę rzeczy ;)
W miarę upływu czasu, będę robił tu zapewne wrzutki do uzupełnienia tematu w inne wątki, aczkolwiek to co będzie napisane tutaj ode mnie, będzie tylko subiektywne, bo i sam z biegiem czasu zmieniam pewne wątki metodyki nauczania u siebie, coś dodaję nowego, coś wyrzucę... w zależności od okoliczności, grupy, miejsca treningu, zdobywania doświadczenia i wiedzy. Wstęp długi, a mógłbym jeszcze długo go rozwijać... więc ucinam go w tym miejscu i przechodze do rzeczy.


Student i Nauczyciel.
Nazwa umowna, bo do tego pierwszego można przypisać i użyć takich określeń jak uczeń, ćwiczący, klient itp, to do drugiego trener, instruktor, sensei, prowadzący itp. Jest to kwestia umowna, ale w tym porównaniu odgrywa głównie rolę "hierarchia". Ktoś prowadzi trening dla kogoś, a druga strona jest dla tej nauki którą ma do przekazania ta pierwsza osoba. Ale i też z drugiej strony, dużo prowadzących ma wyczulony zmysł obserwacji i dużo wyciąga wniosków ze świata sportu na podstawie obserwacji swoich uczni. Jak się rozwijają, jak "łapią" szybko bądź wolno zadany im temat, jak radzą sobie z zadanymi ćwiczeniami (czy to jest ten czas, czy nie i czy trzeba przedstawić zadanie może w innej formie). Dużo instruktorów/trenerów lubi/kocha to co robi głównie ze względu na ten fakt. Tak więc obie strony mogą wyciągać obopólne korzyści i to nie jest tak że prowadzący "musi swoje odjeba&" za karę jeżeli coś zrobi za darmo, albo traktuje swoją pracę jak w korpo (byle przyjść i swoje zrobić). Ale dla przypomnienia, musi być zasada hierarchii i kto dla kogo jest (prowadzący jest dla uczniów, a nie uczniowie dla prowadzącego).


Humory oraz złe dni nauczyciela i studentów.
Każdy jest człowiekiem, ma swoje wzloty i upadki, czy to będą te duże, jak i małe... te chwilowe huśtawki nastroju, a co za tym idzie, dotyczy to studentów (o zgrozo - strasznie to przeszkadza trenerom, rozprasza ich uwagę), ale i dotknięci tym są również nauczyciele. Jeżeli nauczyciel ma tych "słabych dni" dużo mniej w porównaniu do tych "dobrych dni", to wszystko jest dobrze, czyli jest na poziomie światowej statystyki i nie jest umieszczony na jej marginesie. Niestety tak jest, że problemy z domu przynosimy do pracy, następnie te z pracy na trening, a jak tam zacznie się pierdzielić, to znowu do domu i w ten sposób mamy obieg zamknięty. Tak już jest, po prostu jesteśmy ludzcy, ale trzeba mieć świadomość tego i jeżeli się da, to nie przeplatać różnych wątków swojego życia ze sobą, aby jedno oddziaływało na drugie negatywnie - jeżeli to się da. Jako ciekawostkę napiszę, w zależności jaki jest to rodzaj sportu, zaplanowanego treningu, czasami lepiej się sprawdza ten "nabuzowany" trener który z motywuje grupę "do zapieldalania i to bez dyskusji", niż ten ciepły wujek który powie "ok, widzę że to wasz słaby dzień, może zrobimy dziś luźno, włączymy ciepłą muzykę i trochę zrobimy na wesoło". Nie! W większości tych aktywnych treningów (sztuki walki, crossfit, dynamiczne ciężary - kettlebell, maczugi, buławy itd) są wskazane bębny wojny - takie bębny mogą dawać impuls do działania, nie myślenia za dużo, tylko robienie tego co trzeba zrobić. Takim bębnem wojny czasami może być tak zwany "specyficzny trener" - jak już napisałem, dobre to jest tylko w tych niektórych sportach. A już wracając do tematu: czasami jedni powinni mieć wyrozumiałość do tych drugich - bo to nie ich dzień, albo czasami kopnąć w dup$ na ogarnięcie się, ale w taki sposób, aby ta osoba mogła później wstać i się ogarnąć (nie chodzi o to, aby pojawił się denat... to później wiąże się z problematycznymi pytaniami "co tu kuźwa się stało").


Zasada "Nie szkodzić"
Cholernie ważna zasada w sporcie, to ona weryfikuje czy dana technika jest dobra, czy zła. Zła technika to ta która niszczy zdrowie, dobra to ta która wzmacnia je, czyni nas silnymi z biegiem czasu. Jeżeli do techniki dodamy intensywność (progresja obciążenia) która niszczy technikę, to znaczy że musimy z niej zwolnić, bo niszczy nam zasadę "nie szkodzić" - a technika jest wyznacznikiem tej zasady (vice versa). Pewne wzorce ruchowe już dawno ustaliliśmy, oczywiście sport progresuje i techniki się zmieniają, ale obecnie żyjemy w tych czasach gdzie nie jest trudno sięgnąć po informacje co jest dobre, a co jest złe "dla nas". Gdy idziemy do przodu, mamy utrzymaną technikę, zwiększamy ciężar, to zaczynamy podkręcać czas, większe tempo - trening przechodzi trochę w cardio. Tak samo jak poprzednio, jeżeli szybsze tempo i krótszy czas rozwalają nam poprzednie rzeczy, to szukamy optimum które zachowuje stan poprzedni. Bardziej ten przykład jest celny w stosunku do treningów w klubie sportowym z ciężarami, kettlebell, maczuga, sztanga, hantle itd. bo tutaj można przeanalizować dokładnie każdy proces i rozbić na czynniki aby znaleźć problem w czym rzecz.
Jeżeli chodzi o sporty walki, to tak samo można zaimplementować tą zasadę "Nie szkodzić", ale już będzie trochę inaczej to wyglądać. Wszystko poprzednie co napisałem jak najbardziej jest tak samo, ale gdy przychodzi moment sprawdzenia się w walce, to trzeba rozgraniczyć między przykładową sytuacją "przeciwnik kopie nas w brzuch i w tym momencie mamy dość" (to nie są gry w szachy, to się zdarza), czy "chcemy złapać przeciwnika za nogi, pochylamy się i wypierdal%$# nam w tym momencie dyski z kręgosłupa" - to znaczy że technikę którą chcieliśmy zastosować była zła. Walka jest dynamiczna i mamy tam wysokie tempo, czas jak i obciążenie (masę przeciwnika). Pomijam fakt, że sport, a w szczególności sztuki walki polegają na tym aby coś zniszczyć, aby to później odbudować i było mocniejsze - ale to już grubszy temat i rozwinę go innym razem (temat "niszczy i regenerować").

kooniu

Wielkie dzieki, mam mało doswiadczenia w prowadzeniu treningów a juz regularnych to żadne , więc wszelkie takie uwagi i przemyslenia sa dla mnie bardzo wazne.

Sebastian Zawadzki

Brak motywacji i wymówki, a doping i motywacja.
Rzeczą ludzką, czy to odnośnie naszego ciała i umysłu, że będziemy skłaniać się ku nic nie robieniu, niż robieniu (w sensie zapieldalaniu). Oczywiście ktoś w tym momencie głośno pomyśli "ale jak to, dziś miałem wolne a byłem w sklepie, na siłce, mieszkanie posprzątałem i... coś tam jeszcze, i nawet nie miałem czasu odpocząć". Tak więc moja teoria jest taka, że na średnią statystyczną, to po za tymi aktywnymi sytuacjami, to mamy tendencję do bardziej biernego trybu życia przeplatanymi tymi aktywniejszymi. Jeżeli zaś będziemy tylko aktywni nie odpoczywając, to później mogą pojawić się stresy, przemęczenia, niedospania, nadwrażliwość itp. Tak więc, przechodząc do meritum: "trzeba zadbać o balans między jednym i drugim". W myśl zasady w dzisiejszym świecie: nic nie robienie to nie zarabianie, zaś w pogoni za piniądzem coś tam może nam ulec z życia, a czas nie zawraca - balans między jednym i drugim jest ważny.
Na podstawie tego co w skrócie napisałem, opiszę jak ważna jest samo motywacja i doping osób trzecich - czy to będzie że znajomi nas wspierają w tym czym robimy, osoby współćwiczące z którymi orzemy dany temat na treningu, czy trener/instruktor który dopinguje z całych sił, bo boi się że mu plan treningowy rypnie przez lenistwo swoich podopiecznych. W braku dopingu i motywacji będzie się wkradać prędzej czy później taki czynnik jak wymówki aby zostać w domu, co oznacza brakiem realizacji tego co sobie na początku ustaliliśmy. Zasady motywowania się można znaleźć w internecie, wolę aby to tam osoby zainteresowane same poszukały i coś wpisały w google, a zawsze coś mądrego tam wyskoczy na ten temat (zrzyny z google nie ma co robić). W każdym razie ważną rolą aby znaleźć w tym cel co się chce robić, osiągać te małe sukcesy i szukać nowych małych celów do osiągnięcia. Taki trening (bo on jest tematem tych wątków) wymaga poświęcenie dużo energii, czasu, spięcia pośladów i czasem piniędzy też - to jest ciężka praca w krótkim ustalonym przez trenera czasie i tutaj potrzebujemy dużo samodyscypliny, a jeżeli jej brak to osób które będą nas dopingować i motywować.


Wóda, dziw%$ i koks.
W skrócie: "nie one są najważniejsze w życiu, ważniejszy jest np. porządny trening". Dla przykładu, jeżeli nie wiesz co zrobić w sobotni wieczór, to pomyśl że w niedzielę masz rano trening i to gruby, więc trzeba tak zwanie " być dyspozycyjnym". To tyle w tym temacie.