Lip 09, 2020, 06:55 pm

Aktualności:

SMF - Just Installed!


gathering 2019

Zaczęty przez kooniu, Lip 10, 2019, 07:28 pm

Poprzedni wątek - Następny wątek

kooniu

Lip 10, 2019, 07:28 pm Ostatnia edycja: Lip 10, 2019, 07:42 pm by kooniu
jakby ktos miał ochote posparowac z dogsami ;) choć pewnie niedługo to oni do trójmiasta bedą przyjeżdzać ;) https://dogbrothers.com/the-gathering/

a w europie http://dogbrothers.ch/dogbrothers/gathering-2/

kooniu

w tym roku bedzie w Warszawie!!!!

Sebastian Zawadzki

Dzięki za info wczoraj, bo bym inaczej zapewne przegapił informację. Świetna rzecz że ten najważniejszy Guru przyjeżdża, a to jest mega ważne. Mam nadzieję że to będzie głównie seminarium - taką informację wczoraj przeczytałem, a nie "napierdalanie się kijami". O tyle biczami czuję się swobodnie w tym czym robię, to kij zarzuciłem dłuższy czas temu i było boleśnie, ale nie w wersji full-contact. Jak na razie nie robiłem formy pod kija i dostałbym mega łomot... Wracając do tematu, liczę na seminarium najpierw :D

kooniu

na niektórych gateringach były walki na bicze i bicz vs cos innego

spróbuję poszukac to wstawię

Sebastian Zawadzki

Na bicze to bym się zmierzył z przyjemnością... jak dotąd nigdy nie odmówiłem aby nie zranić czyiś uczuć (bez podtekstu oczywiście ;) ).

kooniu

Sie 11, 2019, 11:15 pm #5 Ostatnia edycja: Sie 11, 2019, 11:30 pm by kooniu

Sebastian Zawadzki

Widziałem te filmy już kilka lat temu :) Zastanawiało mnie wtedy, a może nadal jeszcze zastanawia czy tylko na filmie tak wygląda, czy faktycznie w rzeczywistości używali/używają bicze specjalnej konstrukcji. Wydają mi się jakieś grubsze, ale i mega miękkie (nie woskowane?). Ideą sportu jest aby tak to wszystko odbywało się, aby po walce nie były porozrzucane we wszystkich stronach ciała denatów, tylko w miarę wszyscy wrócili do domu o własnych siłach. Jak myślisz, te baty były dedykowane pod sporty walki? Swoje bicze mogę dedykować pod sporty walki, bo nimi się sparinguję i wiem że nie będą to głębokie blizny, tylko powierzchowne, są celne, oraz jest możliwość ucieczki przed strzałem (zresztą wszystkim tłukę do głowy, jeżeli dwóch typów będzie stać na przeciwko siebie w miejscu i będą się tłuc na wzajem - ciągła wymiana, to długo w ten sposób się nie posparują - dlatego kluczem do tego sportu również jest świetna praca nóg, oraz zmniejszanie i zwiększanie dystansu dwóch oponentów względem siebie). Wiem że można zrobić szybkostrzelny bicz, ale z takim raczej nie chciałbym wychodzić do walki - jeszcze nie teraz przynajmniej.

Faktem jest że żywotność kariery zawodników w Dog Brothers jest bardzo krótka, średnio to wychodzi kilka lat i koniec. Wiadomo że jest dużo osób które po dziesięć lat i dłużej się tłuką, ale o wiele większa rzesza którzy w tym sporcie jeszcze pozostaną i będą ćwiczyć, ale na spędy fajterskie już nie za bardzo. Po prostu jest to sport (Dog Brothers) z bardzo dużą ilością urazów które mogą pozostać na całe życie.

kooniu

mam podobną filozofie , sparingi maja nas czegos nauczyć a nie być formą rozliczania się ze swiatem jak w Fight Club ;) i stosuję jeszcze więcej zabezpieczeń niż wy ;) (szmatka na koncu dziada zwalnia go do predkosci takiej ze można się przed nim uchylić, ale jak trafisz przy takiej predkosci bata , to trafisz zawsze !!! (jak to wymysliłem to przypomniała mi się ,,Diuna'' Herberta i pojedynki na noze z tarczą :)
Co nie znaczy ze nie stanąłbym do gateringu z Dogsami, ale nie jako forma uprawiania sportu, tylko sprawdzian moich umiejetnosci i stylu

Sebastian Zawadzki

Dokładnie, również nie wiem czy bym odmówił gdyby była taka okazja: nie w sensie aby specjalnie jechać kawał drogi aby dostać łomot, tylko w sensie zapytany "tu i teraz" - w formie sprawdzenia się i wyciągnięcia wniosków. Ale przede wszystkim chciałbym mieć przeciwnika który nie traktowałby mnie jak worek kartofli, do przerzucania z jednej strony gleby na drugą. Z różnymi osobami sparingowałem się w różnych sportach walki wręcz jak i z bronią, i również spotykałem osoby które na mnie patrzyły nie jak na normalnego człowieka, ale jak na zaciętych wrogów. Gdyby za takie walki chcieli chociaż jeszcze zapłacić (za te amatorskie walki), ale dla... zabijania się za darmo w tych właśnie amatorskich sportach walki to nie ma sensu (chyba że ktoś ma jeszcze zdrowie i chęci).
Diunę to wojsku czytałem i nie pamiętam tych pojedynków - jak będzie ktoś w moim wieku, to będzie już wiedział co to jest mieć słabą pamięć ;) Przypomnij jak były opisane, chyba że już też ciebie to dopadło ;)

kooniu

W Diunie mieli personalne tarcze które blokowały pociski i ostrza poruszajace się powyżej pewnej predkosci, zeby trafić przeciwnika potrzebne było wykonanie zwolnionego pchniecia takiego by tarcza go nie odepchnęła - minusem było ze odruchy z takiej walki przenoszone były do normalnej walki i tam to co było dobra techniką stawało się wadą - kurde tych analogi sparing vs realna walka o zycie jest naprawdę sporo

Sebastian Zawadzki

Ano, teraz sobie przypominam, początek książki :)

Jeżeli/jak doczekam się syna/córki w przyszłości, to w wieku kilku lat po urodzeniu będzie bawić się tak zwane filipińskie kije. Jako ciekawostkę z tym związaną (o ile się nie mylę - zasłyszaną u kolegi który faktycznie pod okiem filipińczyków uczył się ich sztuk walki), to dzieciak najpierw uczy się posługiwać kije, z wiekiem dopiero nóż, a na końcu wręcz. Wydaje mi się, aby wykształcić bardzo dobrą koordynację kończyn (ale również jest to praca dla mózgu), a dopiero później już przechodzić w system walki. Jak już pisałem, tą informację zasłyszałem i w przyszłości chciałbym ją potwierdzić czy jest prawdziwa - ale dla mnie ma to sens.

kooniu

też tak słyszałem, ale nigdy nie trenowałem kali, choć jakby tak chcieć przypisać korzenie dziadowskiego bicza to tkwią głęboko w eskrimie

Sebastian Zawadzki

W myśl zasady: mamy dwie ręce, dwie nogi, jedną głowę - tak więc liczba technik i kombinacji jest w pewnym momencie skończona. Więc... na dobrą sprawę każda cywilizacja opiera się na kulturze/zasadach wojny i walki. Każda cywilizacja na swój sposób opracowała walkę wręcz, jak i walkę z bronią. Ruch ręki, nogi, broni może być w pewnym stopniu inny (kwestie techniczne i niuanse), ale ten rdzeń, te prawdy życiowe jak tym się posługiwać zawsze będą prawie takie same. Oczywiście ogólnikowo to zobrazowałem i jest to dość ruchowe, więc nie rozpatruję tu szczegółów.

Filipińskie sztuki walki są piękne i chwała filipińczykom że swoje dziedzictwo wyeksportowali dalej na świat. Niestety większość kultur, a w szczególności te które szybko się rozwijały i przechodziły przez nie wojny od jednej strony do drugiej, a z drugiej strony do tej pierwszej... gdzieś tam traciła swoich ekspertów/mentorów i zapominała swoje tradycyjne sztuki walki. O tyle znamy naszą polską historię, mamy dużo zbiorów muzealnych, o tyle ciężko nam odtworzyć sztuki walki w posługiwaniu się bronią jak i wręcz sprzed 500, czy tysiąca lat temu. Są oczywiście traktaty itp, ale z oczytaniem ich to nie jest takie proste i wierne. Sądzę że europejscy wojowniczy tak samo zręcznie posługiwali się bronią, jak i wręcz tak samo jak słynni Azjaci ze swoimi azjatyckimi sztukami walki :)

Sorki Kooniu że piszę o takich oczywistościach, ale zabezpieczam się na przyszłość... gdzieś muszą być spisane tego typu przemyślenia dla potomnych ;D Chyba że masz inne zdanie na ten temat... to wtedy otwieramy temat do dyskusji i wątek się rozwija :D

kooniu

w jeszcze nie tak dawnych czasach jak 17-18 wiek istniała polska szkoła walki szablą, nikt tego nie zapisywał bo uczył ojciec syna, i kazdy wiedział jak walczyć a testowano w pojedynkach poszczególne rodzinne style, niestety po powstaniach brońs konfiskowano, tych co umieli walczyć i przezyli zmuszono do emigracji i szkoła umarła. to samo stało się z Irlandzką Shillelagh czy tez raczej Bata, tu w eire nikt nie uczy , jedynie kilka szkół jest za oceanem i w ...petersburgu. Tak potrafiliśmy walczyć róznymi broniami m.in. .... batem. Pamietam z dzieciństwa opowieści przyszywanego dziadka, który był mleczarzem i lubił wypić, ze wiele jego knajpianych dyskusji kończyło się tym ze zajechał oponeta batem przez pysk ;) niestety, wozaków, dorożkarzy cocraz mniej wiec i whip culture w naszym kraju umarła prawie całkiem. Kiedyś na blogu KO wyczytałem ze wskrzesiłem walkę batem w Polsce. W sumie powinienem podzielić się tym tytułem wskrzesiciela z Jonesem, bo w podobnym czasie  on również propagowałposługiwanie się batem, tyle ze w innych środowiskach to się odbywało (spotkaliśmy się jedynie wirtualnie na starym whip forum) a teraz ta pałeczkę przejeli młodsi ;) za co chwała im :)

Sebastian Zawadzki

Ano, inspirację przekazujmy dalej, bo inaczej i to zaniknie :D